Prasa

Forbes - przeganianie europejskich rywali

Data publikacji 05 Paź

Unijny zastrzyk gotówki pomógł wyleczyć polskie firmy z kompleksu niższości wobec zagranicznych konkurentów. Gorzej było z kondycją systemu dawkowania europejskiego wsparcia.

Forbes, Jak skorzystać z unijnych pieniędzy
Raport specjalny 10/2007

Warszawskie GM Records zaczynało 17 lat temu jako firma produkująca m.in. przebojowe kasety disco polo. Gdy zaopatrzyła się w nowoczesny sprzęt do wytwarzania płyt CD, a później DVD, powoli stawała się jednym z największych w Europie Środkowo-Wschodniej graczy specjalizujących się w tłoczeniu wszelkiego rodzaju dysków optycznych.

- Możliwości, jakie dało Polsce członkostwo w Unii Europejskiej, wykorzystaliśmy

do maksimum. Już w 2005 r. blisko 40 proc. naszych zamówień pochodziło z zagranicy - mówi Marek Grela, prezes i właściciel GM Records.

Ale, oprócz klientów, Unia dała coś więcej. W 2005 r. firma dostała 35 tys. zł dotacji

na opracowanie strategii i studium wykonalności wdrożenia technologii produkcji dysków optycznych. Następne pieniądze z Unii sfinansowały m.in. zakup linii do produkcji tłoczenia płyt CD i DVD.

W ostatnim konkursie w ramach Sektorowego Programu Operacyjnego Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw (słynny wśród przedsiębiorców SPO WKP) firma trafiła prawdziwe bingo - otrzymała 47 mln zł na budowę centrum produkcyjnego w Woli Duckiej koło Warszawy, gdzie mają powstawać supernowoczesne płyty HD DVD.

Spora kwota, biorąc pod uwagę, że na jedno przedsiębiorstwo w Polsce przypadło dotychczas nieco ponad 600 zł z funduszy strukturalnych przyznanych nam w latach 2004-2006. Tyle że do końca zeszłego roku wsparcie otrzymało jedynie blisko 12 tys. firm (nie wliczając rolników). W sumie

z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego dostały ok. 2,3 mld złotych.

Najbardziej kompleksowe wsparcie przedsiębiorczości zapewnił SPO WKP, w ramach którego można było otrzymać pieniądze na inwestycje i nowe technologie, dostosowanie się do wymogów ochrony środowiska, usługi doradcze, innowacyjne produkty oraz tworzenie miejsc pracy i rozwój współpracy z zagranicznymi kontrahentami. Najwięcej, bo ok. 60 proc. środków poszło na inwestycje, zakup maszyn i urządzeń, linii technologicznych itp. Pomogło to takim firmom jak GM Records

we wprowadzeniu nowych produktów lub ich ulepszeniu, co w połączeniu ze zwiększeniem wydajności i elastyczności produkcji ułatwiło im ekspansję.

- Polskie firmy miały dzięki funduszom strukturalnym dogonić europejskich rywali, wielu z nich udało się ich przegonić - komentuje Konrad Kowalczuk, dyrektor inwestycyjny w firmie doradczej Europejskie Centrum Przedsiębiorczości.

- Najwięcej wygrali ci, którzy zaczęli myśleć o funduszach unijnych w kontekście całej strategii firmy i starali się o dofinansowanie kompleksowych rozwiązań, a nie pojedynczych szkoleń czy drobnych inwestycji - dodaje Anna Misiołek, dyrektor zarządzający w firmie doradczej ABBEYS.

Tak było w przypadku Delty-Bis spod Częstochowy, która we współpracy z Politechniką Częstochowską opracowała technologię produkcji granulatu aluminium ( wykorzystywanego

w hutnictwie), na której wdrożenie dostała ponad 6 mln zł, czy drukarni Winkowski, której za budowę centrum poligraficzno-logistycznego w Wyszkowie Unia zwróci 26 mln złotych. Wszystko dzięki temu, że inwestycja zakładała jednocześnie rekultywację terenu po zakładach Fabryki Samochodów Osobowych FSO, kupno nowoczesnych maszyn i zatrudnienie 500 osób.

Z kolei Progresowi z Katowic, handlującemu stalą, udało się otrzymać prawie 5 mln złotych

na zmiany profilu działalności i budowę huty szkła.

- Podstawowy warunek skutecznej walki o dotację to stworzenie zespołu, złożonego

na przykład z finansistów, księgowych, technologów i marketingowców, który pilotuje projekt: od koncepcji po napisanie wniosku, a kończąc na rozliczeniu - zaczyna Bartosz Skwarczek, prezes Progresu.

Jednak przygotowanie dobrego wniosku wymagało nie tylko zaangażowania pracowników,

ale przede wszystkim pieniędzy - na analizy, biznesplany, studia wykonalności etc.

Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych Lewiatan szacuje, że w ramach działania 2.3 SPO WKP

„ dotacje na inwestycje" wnioski kosztowały przedsiębiorców łącznie ok. 30 mln zł ( do wzięcia było

1,1 mld złotych).

W nowej perspektywie finansowej kosztowne załączniki mają być co prawda składane dopiero po wstępnej akceptacji projektu, ale według ekspertów i tak trzeba będzie je mieć wcześniej, bo czas na ich uzupełnienie nie wystarczy na porządne przygotowanie.

Nic dziwnego, że aż jedną trzecią unijnej pomocy (750 mln zł) zagarnęły duże przedsiębiorstwa. Wśród nich byli również zagraniczni inwestorzy, którzy potrafili znaleźć sposób

na to, by unijną pomoc wykorzystać nawet do sfinansowania przejęcia polskich firm. Na przykład duński Norhaven z unijnych pieniędzy kupił upadły Skolwin w województwie zachodnio-pomorskim.

- Aby uzyskać dotację, transakcja musiała mieć cechy tzw. inwestycji początkowej. Przejęcie musiało wiązać się z nabyciem składników majątku zakładu, który został zamknięty lub zostałby zamknięty, gdyby nie był kupiony. Nie mógł to być więc zakup jedynie akcji lub udziałów - wyjaśnia Anna Misiołek

Polskie przedsiębiorstwa, bez doświadczenia w ubieganiu się o unijne dotacje, miały często mniej szczęścia. Zwłaszcza gdy w grę wchodziła ocena innowacyjności projektów.

- Złożyliśmy wniosek na budowę pracowni cukierniczej, ale odrzucono go, bo uznany za mało innowacyjny. Chcieliśmy zainstalować nowoczesne urządzenia do wentylacji, ale takie, które były już dostępne na rynku, a nie zaprojektowane specjalnie dla nas. To, że dzięki inwestycji spełnimy wszystkie normy europejskie, będziemy mogli eksportować nasze wyroby i zwiększymy konkurencyjność, nie miało już znaczenia - opowiada z goryczą Andrzej Blikle, prezes spółki A.Blikle.

Najsłynniejszej bodaj cukierniczej rodzinie w kraju udało się w końcu dostać ponad

1 mln zł dotacji, bo w odwołaniu powołała się na definicję w dyrektywie unijnej, która mówi,

że innowacyjność ma występować na skalę zakładu, a nie świata czy nawet kraju.

- Wnioskodawcy często mieli wrażenie, że ocena, czy projekt jest innowacyjny, wynikała

z wiedzy urzędnika, a nie specjalisty w danej dziedzinie lub jednoznacznych wytycznych, więc trudno było oszacować szansę otrzymania dotacji - mówi Magdalena Burnat-Mikosz, partner w firmie doradczej Accreo Taxand.

Zdarzyło się, że przedsiębiorcy kupowali maszyny z myślą o dodatkowych punktach,

co oczywiście windowało koszty. Firma Valdi Spectrum Group z Zielonej Góry, która chciała wybudować zakład produkcji kosmetyków, by zwiększyć szansę na uzyskanie

2,7 mln zł dofinansowania, specjalnie kupiła najnowsze maszyny, radząc się naukowców.

Kłopotliwy okazał się wymóg, by realizujący inwestycję miał patent na wynalazek w projektach innowacyjnych. W grupach kapitałowych na ogół jedna spółka prowadząca badania dysponuje patentami i udostępnia je siostrzanym firmom. Nie miały tez większych szans przedsiębiorstwa, które dopiero co zgłosiły patent do rejestracji, co trwa nawet pięć lat. Punktowane były więc rozwiązania przestarzałe. Takie podejście przy okazji dyskryminowało firmy usługowe, które nie miały szans w konkurencji z produkcyjnymi.

- Niektóre z tych zasad najprawdopodobniej przetrwają w wytycznych - obawia się Burnat-Mikosz.

Tak jak wymóg posiadania certyfikatu ISO, który ogranicza szanse firm rozpoczynających działalność.

Podobne problemy - jak w sprawie innowacji w projektach - dotyczyły oceny wpływu inwestycji na środowisko naturalne, efektywność czy nawet kwalifikowania wydatków. Trudno było przewidzieć decyzję. Zdarzyło się, że urzędnik uznał taśmę do transportu elementów produkcji

za „środek transportu" i ponieważ zakup takowego nie mógł być dofinansowany, odrzucił wniosek.

- Jeszcze większym problemem niż mało zrozumiałe kryteria był brak informacji, jakie w ogóle są warunki otrzymania wsparcia i w ramach którego programu można dofinansować konkretną inwestycję. Oficjalne instrukcje były ogólnikowe, nie uwzględniały specyfiki działalności firm,

a urzędnicy, często sami zagubieni w skomplikowanych procedurach, udzielali sprzecznych informacji - zauważa Krzysztof Lipka, szef zespołu ulg i dotacji w firmie doradczej KPMG.

Dlatego znaczącym beneficjentem funduszy dla przedsiębiorstw były firmy doradcze.

Ale ponieważ z reguły dostawały success-fee (procent od dotacji), więc i one miały powody

do zdenerwowania. Brak jednoznacznych kryteriów oceny wprowadzał bowiem w zakłopotanie urzędników, którzy na wszelki wypadek odrzucali projekt ze względów formalnych. W ten sposób

w przedbiegach odpadały wnioski, w których brakowało np. podpisu na jednej z setek stron albo kopia sprawozdania finansowego nie była poświadczona notarialnie.

- Wnioskujący musieli też rygorystycznie przestrzegać dat złożenia czy uzupełniania dokumentów. Urzędników terminy już jednak nie obowiązywały. Na przykład Ministerstwo Gospodarki miało cztery miesiące na rozpatrzenie wniosków, a przedłużało ten okres do pół roku - mówi Paweł Tynel, menedżer w dziale doradztwa w zakresie ulg i dotacji inwestycyjnych Ernest & Young.

Jeszcze bardziej nerwową atmosferę wprowadzili urzędnicy, którzy oceniali wnioski sprawnie

i na korzyść wnioskodawcy, ale pod warunkiem, że też dostali swoje „dofinansowanie".

Korupcja i nadużycia nie były zjawiskiem marginalnym.

- Czasem urzędnicy przygotowywali anonimowo wnioski na zlecenie i zasiadali

w zespole, który je później oceniał - opowiada Magdalena Burnat-Mikosz.

Ci, których wnioski odrzucono, nie mieli możliwości odwołania się do sądu administracyjnego (zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego), ale do instytucji przyznającej dotacje. Wprawdzie pozostawała furtka w postaci sądu cywilnego, ale ten w praktyce mógł jedynie zakwestionować ważność decyzji, biorąc pod uwagę wymogi formalne.

W znowelizowanej ustawie o zasadach polityki rozwoju jedną instancją odwoławczą pozostaje Ministerstwo Rozwoju Regionalnego. Jego szefowa, Grażyna Gęsicka, twierdzi, że to jedyny sposób,

by nie hamować zalewem pozwów procesu podziału środków i nie paraliżować pracy sądów. Sprawa nie jest jeszcze przesądzona, ponieważ rzecznik praw obywatelskich skierował ten zapis do Trybunału Konstytucyjnego. Przesądzone nie są też zasady, na jakich firmy będą się starać o fundusze unijne przyznane na lata 2007-2013, ponieważ uszczegółowienia do krajowych i regionalnych programów operacyjnych dopiero powstają. Przedsiębiorcy mogą tylko marzyć o tym, by - jak zapowiada Ministerstwo Rozwoju Regionalnego - były bardziej przyjazne niż wcześniej, bo tym razem stawka będzie jeszcze wyższa.

29 Listopad

Zainteresowany kapitałem?

Copyright © 2017 ABBEYS Sp. z o.o. | Polityka prywatności
Autorstwo strony www Adnet Polska

Uwaga: Wykorzystujemy pliki cookies w celu prawidłowego działania strony, korzystania z narzędzi analitycznych i marketingowych oraz zapewniania funkcji społecznościowych. Szczegóły znajdziesz po przejściu do Polityki prywatności. Czy zgadzasz się na wykorzystywanie plików cookies? Tak zgadzam się